Taaaaak... z miłą chęcią zamieniłabym je na wandering, z paczką przyjaciół, z plecakiem, polnymi drogami, przed siebie, z nocowaniem w stodołach, z urządzaniem ognisk i pieczeniem ziemniaków, z długimi, całonocnymi dyskusjami... taaaak.
Sama już nie wiem jak ze mną jest- niby kocham ludzi, ale przez swoją skrytość nie potrafię chyba dać im tego na co zasługują. W efekcie nie mam wielu przyjaciół. Poza tym wciąż tęsknię za innym rodzajem przyjaźni. Jakimś głębszym... Była K., która kimś takim dla mnie była, ale wyjechała. A teraz? Miałam chwile takiego głębokiego porozumienia z moimi przyjaciółmi, szansę na to, że nawiążę z nimi szczególną więź. No ale co z tego, skoro teraz nasze drogi mają się rozejść, skoro zaczną się studia, potem praca... Nawet teraz, w wakacje, wielu z nich zwyczajnie nie ma czasu. Ehhhhh.... nie cierpię tego, tego pośpiechu dzisiejszego świata. Zdaje się, że nikogo już nie stać na szaleństwo.
Dobrze, że mam kota. ;-) Podrósł znacznie i stał się niewyobrażalnym pieszczochem. On mi właśnie pozostaje w chwilach szczególnego osamotnienia. Leczy chorą, przestraszoną duszę. Naprawia koślawe emocje.
Teraz trochę poplanujmy:
A więc:
*biorę się za hiszpański
*robię prawko
*idę zarabiać!
*piszę na konkursy
A co poza tym wyjdzie w praniu ;-)
Czytam Christie, Sapkowskiego, Manna i kodeks drogowy.
wtorek, 8 lipca 2014
poniedziałek, 9 czerwca 2014
De amicitia
W każdym razie są jeszcze ludzie, którzy chcą się ze mną spotykać, którzy dzwonią do mnie, dla których coś znaczę. Nie mogę ich odtrącać. Niby dlaczego miałabym to robić? Choć czasem czuję największą pustkę, oni są obok i potrafią tę pustkę wypełnić. Gdybym miała innych przyjaciół sama byłabym inna. Wątpię, że lepsza.
Dziękuję, Przyjaciele.
sobota, 7 czerwca 2014
Summertime
| sth really beautiful |
Czytam " W stronę Swanna", postanowiłam wziąć się w te wakacje za największe arcydzieła literatury i sprawdzić czy naprawdę są takimi arcydziełami. Jak na razie Proust mi się podoba :-). Trzeba by kupić foremki do magdalenek.
piątek, 9 maja 2014
Baby, don't you cry
Ach...Sama nie wiem skąd się to bierze. Nie mam powodów do takiego zdenerwowania, a mimo to... Wczoraj przeszłam samą siebie. Zasnęłam płacząc. Trochę ze zmęczenia, trochę z nerwów, trochę z melancholii, która pojawia się w najmniej spodziewanych momentach.
Matury pisemne już za mną (na szczęście!) Nie spodziewałam się, że będzie mnie to kosztowało aż tyle nerwów. Coś okropnego. Zdaje mi się, że słabo poszły mi podstawy z polskiego i matmy. Angielski bardzo dobrze. Podstawa banalna, a rozszerzenie nie takie znowu trudne. Może nie licząc tego zadania z łódkami :-)
Ustnej z polskiego boję się panicznie. Z angielskiego nie tak bardzo, bo w końcu zdawałam FCE i wcale nie było tak strasznie. No ale polski...Prezentacja, pytania... Strach niemal jak przed ustnym na olimpiadzie.
Zapisałam się na prawko, wczoraj były badania, wypełnianie wniosków i spotkanie organizacyjne. Kolejka kilometrowa do lekarza. Czekałam półtorej godziny. Ale za to wieczór w mieście Z.- przepiękny. Cudowna gra świateł. Taaak...przydałby się aparat. Zabłądziłam wśród plątaniny uliczek na starym mieście, ale w końcu szczęśliwie się odnalazłam i trafiłam na przystanek.
Nie, może jednak nie będę dziś płakać.
Po dziewiętnastym będzie lepiej.
środa, 23 kwietnia 2014
Pióro, kartka
Mało czasu do matury, ale kto by się tam przejmował... No ja z pewnością nie. Wcześniej do głowy by mi nie przyszło, że można być tak idealnie spokojną na dwa tygodnie przed maturą. Ale jestem, jestem, wiele spraw to tylko kwestia wiary w siebie, a tej mi ostatnio nie brakuje. Trochę boję się przyszłości, martwi mnie, że skoro teraz jest tak cudownie, to później... Szukanie dziury w całym? Może. W każdym razie boję się tylko trochę.
Pióro i biała kartka... Jak to mnie uspokaja. To tylko litery są niepokojące, tylko słowa. Ale trzeba pisać, tworzyć, żeby nie stoczyć się z tej wysokiej góry, na której jestem odkąd dowiedziałam się, że przeszłam olimpiadę i że opublikują moje opowiadanie. Opublikują moje opowiadanie! Coś wspaniałego. Jeszcze niech tylko mnie przyjmą do wolontariatu na festiwalu filmowym i powiem, że ten rok to właściwie bardzo dobry rok :-)
piątek, 11 kwietnia 2014
Spódniczka
Znowu jestem chora, to irytujące tak ciągle się przeziębiać. W głowie krystalizuje mi się pomysł na scenariusz, miejmy nadzieję, że nie będzie w nim zbyt silnej inspiracji Bergmanem...Ale naprawdę, ostatnio mam kręćka na jego punkcie. Persona- co za niezwykły film! A Liv Ullmann- co za wspaniała aktorka! Byłam dzisiaj w nowym centrum handlowym i w jednym sklepie obsługiwała mnie ekspedientka bardzo do niej podobna, chyba nie muszę pisać jakie to na mnie wywarło wrażenie. Powiem tylko, że było to jak szczypta magii w zwykłym życiu, gdzieś pomiędzy nowo otwartymi sklepami. Ach, Liv...
Czuję, że mam gorączkę i jutro sobie poleżę. Co za szczęście, że nie czekałam z kinem do weekendu tylko poszłam wczoraj- sala prawie pusta, można sobie było pozwolić na położenie rzeczy na sąsiednim siedzeniu, półgłośne uwagi i śmiech. Oczywiście zabrakło mi już czasu na szukanie spódnicy ( na maturę!), ale to w sumie lepiej, bo pojechałam dzisiaj do tego nowego centrum, gdzie znalazłam świetny sklep, a w nim IDEALNĄ spódnicę.
Robię prezentację maturalną ( ha, ha, ale nie dzisiaj), omówiłam 3 z 5 utworów, jeszcze 2 + wstęp i zakończenie. Już się zaczynam stresować przed ustną, no ale taka już jestem, przywykłam do swoich panicznych reakcji.
Chciałam obejrzeć Godzinę wilka, ale nie dam rady- jest już późno, a poza tym gorączka całkiem zwaliła mnie z nóg. Pomodlę się jeszcze tylko za jedną osobę i lulu pa. A jutro prezentacja, hiszpański, list do BF, matma, Bergman... O ile choroba całkiem mnie nie rozłoży, ale miejmy nadzieję, że nie.
Dobranoc.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Summer? Not yet, try again tomorrow.
Uf, nareszcie. Jestem na dobrej drodze do skończenia z mało przyjemnymi rzeczami i do zajęcia się czymś ciekawszym. Mam na myśli m. in. zgłębianie twórczości Bergmana, pisanie opowiadań, naukę języków... Tak, to lato musi być wyjątkowe, musi być nawet lepsze od poprzedniego ( a że tamto było cudowne trzeba się będzie wyjątkowo postarać :-) ) Poza tym to najdłuższe wakacje w życiu, więc szkoda by je było spędzić byle jak. Jak na razie mam plany na dwa tygodnie sierpnia. Zostaje caaaaaaała reszta wakacji, na którą mam milion pomysłów, które trzeba by w końcu zweryfikować z rzeczywistością i stanem portfela... Hm, właściwie to raczej mogę być pewna co do malin. Mam nadzieję, że nie będzie żadnej klęski żywiołowej i obrodzą ;-) Przy dobrym tempie jestem w stanie zarobić ok. 100 zł dziennie, a to już coś.
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień!!!
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień!!!
niedziela, 6 kwietnia 2014
Get inspired
Tak, tak, tak, jestem tym jednym słowem, które zgadza się na to, co niesie los, które ten los kocha, kocha, kocha! Wystarczy otworzyć oczy żeby zobaczyć! Żeby się tak fantastycznie zainspirować! Całą noc spędziłam na pisaniu i wcale nie jestem zmęczona (w jakimś stopniu to zasługa kawy- w jeszcze większym pozytywnego nastawienia). Teraz zajmę się lekcjami, cały nadchodzący tydzień przeznaczę na robienie prezentacji na ustną z polskiego i na arkusze z matmy.
W weekend najprawdopodobniej pójdę do kina.
Po spowiedzi czuję się jak nowo narodzona. Jest po co żyć, jest kogo kochać.
środa, 2 kwietnia 2014
Hmmm...
Nie chce mi się robić tego, co muszę robić, więc robię wszystko, żeby tego nie robić, ale jednocześnie nie robię też tego, co chciałabym robić, bo przecież jestem taaaaka zajęta... No właśnie. Absurdalne. Trzeba by chyba zrobić co do mnie należy, a później zająć się czymś przyjemnym. Hiszpańskim. Filozofią. Pisaniem. Mam ostatnio tyle pomysłów na opowiadania, ale nie realizuję ich przez to cholerne maturalne widmo nad moją głową. I chociaż na dobrą sprawę nic od niej nie zależy (tam gdzie idę na studia mam już zapewniony max punktów) i muszę ją tylko po prostu zdać, to jednak okropnie się stresuję i boję... Bez sensu. Jakoś mi ostatnio obrzydła szkoła. Nie mogę tam wysiedzieć. Czuję się fatalnie, fatalnie. A przecież jest przecudowna wiosna, można chodzić w sukienkach, czytać Cortazara w parku...
czwartek, 27 marca 2014
People are strange
Mama radziła mi żebym była miła dla ludzi, rozmowna, życzliwa i przede wszystkim- uśmiechnięta. I zastosowałam się do tej rady. I jakoś łatwiej mi się teraz porozumiewać z ludźmi, potrafię rozmawiać, potrafię zacząć rozmowę, potrafię ją podtrzymać. Ten uśmiech... Tak, on naprawdę dużo daje. To taki jakby klucz dostępu, furtka do nas. Uśmiechając się sugerujemy, że jest nam dobrze ( a do szczęśliwych podświadomie inni chcą się zbliżyć), że chcemy porozmawiać, że wreszcie żywimy do drugiej osoby jakieś ciepłe uczucia. Praktykuję uśmiechanie się od września i muszę przyznać, że to naprawdę działa. Nagle zaczęłam mieć jakoś dużo przyjaciół- poznałam całkiem nowych ludzi i zacieśniłam więzi ze starymi znajomymi. Tylko że... No tak, zawsze musi być jakaś wątpliwość. Chciałam być otwarta, serdeczna, chciałam być taką przyjaciółką wszystkich, może nawet hipiską, co jednak nie do końca wyszło, bo czy można zaprzyjaźnić się ze wszystkimi? Kiedy jest się miłym dla wszystkich ma się wokół siebie dużo ludzi, ale niekoniecznie tych, których by się chciało mieć. Czasem życzliwość i najlepsze chęci nie wystarczą, żeby kogoś do siebie przekonać, tak, tak, choć nie wolno się poddawać, niektórzy są po prostu nieufni i trzeba czasu, aby nam uwierzyli.
Sama zagoniłam się w ślepy zaułek. Tak bardzo chciałam żeby jedna osoba zechciała zwrócić na mnie uwagę i naprawdę nie mówię teraz o żadnym chłopaku, tylko o mojej koleżance z klasy ;-) i w końcu, po wielu próbach, po wielu rozmowach, wielu że tak powiem wyznaniach i okazywaniu życzliwości w każdy możliwy sposób, wreszcie mogę mówić o niej jako o mojej przyjaciółce. Tylko co z tego? Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że mój upór w zdobyciu tej przyjaźni mógł być niedorzeczny. Ubzdurałam sobie, że dzięki niej moje życie nabierze sensu itd, itp, a nie stało się nic podobnego... Moja przyjaciółka jest pod pewnymi względami podobna do mnie, co mnie zaczyna niesamowicie irytować, w ogóle czasem wydaje mi się, że zna moje myśli i wykorzystuje je przeciwko mnie. Zdaje się być sumieniem wyciągającym na wierzch najgorsze brudy, moje najgorsze myśli o sobie samej. Jestem nadwrażliwa, tak, oczywiście, że jestem, ale TO jest nie do zniesienia. Z drugiej strony to, co daje mi ta przyjaźń jest tak niesamowite, tak odmienne od wszystkich innych relacji, że nie potrafiłabym się tego pozbawić za żadne skarby. Uczucia jakich przy niej doświadczam są nie do zastąpienia.
Wszystko dzięki uśmiechowi.
Ale tak właściwie to chyba za dużo ostatnio gadam. Nie mając w gruncie rzeczy nic nadzwyczajnego do powiedzenia.
Cholera, przecież ona potrafi być miła! Jak chce to potrafi, z tym że jest chyba nieco niestabilna emocjonalnie. Jak ja.
poniedziałek, 17 marca 2014
The Ground Beneath Her Feet
Mogę sobie pogratulować, cały dzień solidnie się uczyłam. Byłam też na spacerze, dużo myślałam. Pogoda zaskakuje, jak zwykle ostatnio, tym razem porywistym wiatrem. Ale właściwie nie było zbyt zimno, szłam przez park z odkrytą głową i czułam się cudownie.
Zastanawiałam się nad swoją przyszłością, nad tym czego tak naprawdę chcę. Dlaczego właściwie jestem nieszczęśliwa? Nie, teraz już nie pomaga czytanie ''Fabula rasa'', z jej tezą- że każde pragnienie to pragnienie śmierci, że trzeba się wyzwolić itd. Póki się tu jest trzeba coś z tym fantem zrobić, chociaż z drugiej strony jak się chce zbyt wiele to w końcu nic się nie ma. A jak się już jednak coś ma, to się chce jeszcze więcej... No tak, Stachura miał sporo racji. Co z tego jednak? Drogi, którymi szedł i tak wyprowadziły go na manowce, i nie były to Cudne Manowce, a Biała Lokomotywa okazała się być Żelazną Lokomotywą, a sznur, no cóż, był sznurem. A obłęd obłędem.
Tak się zastanawiam... Że przecież jednak nie można tak wsiąknąć w jedno miejsce i czekać, od czasu do czasu każdemu przydałoby się spakować w plecak kilka najpotrzebniejszych rzeczy i ruszyć przed siebie, zostawić wszystko i pójść. Po co? Żeby stanąć z sobą twarzą w twarz, stopa w stopę, dłoń w dłoń, stanąć ze swoją samotnością i niemocą i wtedy odpowiedzieć sobie na wieczne, niegasnące pytanie- Kim jestem?
Czuję się taka... (jakkolwiek to zabrzmi) zanieczyszczona. Tym wszystkim, życiem. Nic mi się nie chce, nie chce mi się rozmawiać, uczyć, chce mi się spać. Tak, powinnam spakować plecak, wziąć organki i wyruszyć na Południe. I wymyślić piosenkę, która składałaby się ,,w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, a resztę stanowiłby niewypowiedziany zachwyt nad samotnością"( ,,Muminki" oczywiście)
Tymczasem słucham U2( tytuł piosenki jak w tytule posta).
Jutro do Warszawy.
sobota, 15 marca 2014
When I'm home
To taki paradoks, robię wszystko,żeby jak najrzadziej tu przyjeżdżać, a kiedy już przyjeżdżam rozpływam się z zachwytu. Bo zakwitły już stokrotki. Bo lśniła woda na jeziorze. Bo szumiała rzeka. No tak, wszystko pięknie, tylko gdybym miała zostać tu na zawsze chyba by mnie szlag jasny trafił.
Miałam się uczyć wczoraj w nocy, ale zmorzył mnie sen i nie wyszło. Zasypiając myślałam- wstanę o szóstej i się pouczę... Obudziłam się o dziewiątej. Padał deszcz. Ciągle pada. Ale taki już wiosenny, po którym wszystko będzie rosło.
Jestem w domu z młodszą siostrą, która właśnie zasnęła (hura!). Rodzice pojechali do miasta. Jak wrócą spotkam się z koleżankami i będzie fajnie, na pewno będzie fajnie, chociaż teraz zupełnie mi się nie chce i najchętniej cały dzień spędziłabym pod kocem, czytając.
Nie mam sił do tej wiosny.
czwartek, 13 marca 2014
Wiosną, kiedy się już zieleni trawa...
Piękny ranek. Siedzę przy otwartym oknie.
Niedługo maj i matury... To co? Nie wiem czemu, ale bardziej denerwowałam się tym wszystkim na początku roku niż teraz. Teraz jestem wręcz nieodpowiedzialnie beztroska. Powinnam się jakoś zmotywować do nauki, wiem, wiem. No to dobra, rezygnuję z fejsa, rezygnuję ze słuchania muzyki przy nauce, rezygnuję z...nie, z malowania paznokci nie zrezygnuję ;-)
Chcę żeby to się już skończyło. Chcę końca matur, chcę iść do pracy i robić prawo jazdy. I chcę się zająć nareszcie pisaniem. I doczytać w końcu opowiadania Cortazara... Ach, rozmarzyłam się.
Jak na razie miłą perspektywą jest wyjazd do Warszawy. Szansa na nowe znajomości etc. Nie jestem dobra w zawieraniu nowych znajomości, szczególnie w tłumie, ale trzeba się jakoś przełamywać. Zawsze kiedy się kogoś lepiej pozna znajdzie się w nim jakieś dobre cechy. I o tym staram się pamiętać, podając komuś rękę po raz pierwszy.
W ogóle to trzeba mieć takie ,,świeże" podejście do ludzi. Nie oceniać po pierwszym wrażeniu, ani na plus ani na minus, po prostu starać się kogoś możliwie najlepiej poznać. Żeby nie żałować później, że się tyle czasu zmarnowało, nie zauważając prawdziwego przyjaciela, tylko marząc o kimś, kogo nie znamy, a tylko wyobrażamy sobie i kochamy nasze wyobrażenie o nim, czyli po prostu kochamy siebie.
A teraz do nauki.
Lublin,ante diem tertium Idus Martias
Niedługo maj i matury... To co? Nie wiem czemu, ale bardziej denerwowałam się tym wszystkim na początku roku niż teraz. Teraz jestem wręcz nieodpowiedzialnie beztroska. Powinnam się jakoś zmotywować do nauki, wiem, wiem. No to dobra, rezygnuję z fejsa, rezygnuję ze słuchania muzyki przy nauce, rezygnuję z...nie, z malowania paznokci nie zrezygnuję ;-)
Chcę żeby to się już skończyło. Chcę końca matur, chcę iść do pracy i robić prawo jazdy. I chcę się zająć nareszcie pisaniem. I doczytać w końcu opowiadania Cortazara... Ach, rozmarzyłam się.
Jak na razie miłą perspektywą jest wyjazd do Warszawy. Szansa na nowe znajomości etc. Nie jestem dobra w zawieraniu nowych znajomości, szczególnie w tłumie, ale trzeba się jakoś przełamywać. Zawsze kiedy się kogoś lepiej pozna znajdzie się w nim jakieś dobre cechy. I o tym staram się pamiętać, podając komuś rękę po raz pierwszy.
W ogóle to trzeba mieć takie ,,świeże" podejście do ludzi. Nie oceniać po pierwszym wrażeniu, ani na plus ani na minus, po prostu starać się kogoś możliwie najlepiej poznać. Żeby nie żałować później, że się tyle czasu zmarnowało, nie zauważając prawdziwego przyjaciela, tylko marząc o kimś, kogo nie znamy, a tylko wyobrażamy sobie i kochamy nasze wyobrażenie o nim, czyli po prostu kochamy siebie.
A teraz do nauki.
Lublin,ante diem tertium Idus Martias
Subskrybuj:
Posty (Atom)