wtorek, 8 lipca 2014

Summertime wondering

Taaaaak... z miłą chęcią zamieniłabym je na wandering, z paczką przyjaciół, z plecakiem, polnymi drogami, przed siebie, z nocowaniem w stodołach, z urządzaniem ognisk i pieczeniem ziemniaków, z długimi, całonocnymi dyskusjami... taaaak.
Sama już nie wiem jak ze mną jest- niby kocham ludzi, ale przez swoją skrytość nie potrafię chyba dać im tego na co zasługują. W efekcie nie mam wielu przyjaciół. Poza tym wciąż tęsknię za innym rodzajem przyjaźni. Jakimś głębszym... Była K., która kimś takim dla mnie była, ale wyjechała. A teraz? Miałam chwile takiego głębokiego porozumienia z moimi przyjaciółmi, szansę na to, że nawiążę z nimi szczególną więź. No ale co z tego, skoro teraz nasze drogi mają się rozejść, skoro zaczną się studia, potem praca... Nawet teraz, w wakacje, wielu z nich zwyczajnie nie ma czasu. Ehhhhh.... nie cierpię tego, tego pośpiechu dzisiejszego świata. Zdaje się, że nikogo już nie stać na szaleństwo.
Dobrze, że mam kota. ;-) Podrósł znacznie i stał się niewyobrażalnym pieszczochem. On mi właśnie pozostaje w chwilach szczególnego osamotnienia. Leczy chorą, przestraszoną duszę. Naprawia koślawe emocje.
Teraz trochę poplanujmy:
A więc:
*biorę się za hiszpański
*robię prawko
*idę zarabiać!
*piszę na konkursy

A co poza tym wyjdzie w praniu ;-)
Czytam Christie, Sapkowskiego, Manna i kodeks drogowy.


poniedziałek, 9 czerwca 2014

De amicitia


W każdym razie są jeszcze ludzie, którzy chcą się ze mną spotykać, którzy dzwonią do mnie, dla których coś znaczę. Nie mogę ich odtrącać. Niby dlaczego miałabym to robić? Choć czasem czuję największą pustkę, oni są obok i potrafią tę pustkę wypełnić. Gdybym miała innych przyjaciół sama byłabym inna. Wątpię, że lepsza.
Dziękuję, Przyjaciele.


sobota, 7 czerwca 2014

Summertime


sth really beautiful
No dobra, jeszcze nie lato, ale ja całkiem tak się czuję. Koniec szkoły, po maturze, więc jak mam się czuć? Słońce! Nareszcie słońce! Teraz czekam na Ciebie, najlepsza przyjaciółko.
Czytam " W stronę Swanna", postanowiłam wziąć się w te wakacje za największe arcydzieła literatury i sprawdzić czy naprawdę są takimi arcydziełami. Jak na razie Proust mi się podoba :-). Trzeba by kupić foremki do magdalenek.

piątek, 9 maja 2014

Baby, don't you cry



Ach...Sama nie wiem skąd się to bierze. Nie mam powodów do takiego zdenerwowania, a mimo to... Wczoraj przeszłam samą siebie. Zasnęłam płacząc. Trochę ze zmęczenia, trochę z nerwów, trochę z melancholii, która pojawia się w najmniej spodziewanych momentach.
Matury pisemne już za mną (na szczęście!) Nie spodziewałam się, że będzie mnie to kosztowało aż tyle nerwów. Coś okropnego. Zdaje mi się, że słabo poszły mi podstawy z polskiego i matmy. Angielski bardzo dobrze. Podstawa banalna, a rozszerzenie nie takie znowu trudne. Może nie licząc tego zadania z łódkami :-)
Ustnej z polskiego boję się panicznie. Z angielskiego nie tak bardzo, bo w końcu zdawałam FCE i wcale nie było tak strasznie. No ale polski...Prezentacja, pytania... Strach niemal jak przed ustnym na olimpiadzie.
Zapisałam się na prawko, wczoraj były badania, wypełnianie wniosków i spotkanie organizacyjne. Kolejka kilometrowa do lekarza. Czekałam półtorej godziny. Ale za to wieczór w mieście Z.- przepiękny. Cudowna gra świateł. Taaak...przydałby się aparat. Zabłądziłam wśród plątaniny uliczek na starym mieście, ale w końcu szczęśliwie się odnalazłam i trafiłam na przystanek.
Nie, może jednak nie będę dziś płakać.
Po dziewiętnastym będzie lepiej.

środa, 23 kwietnia 2014

Pióro, kartka


Mało czasu do matury, ale kto by się tam przejmował... No ja z pewnością nie. Wcześniej do głowy by mi nie przyszło, że można być tak idealnie spokojną na dwa tygodnie przed maturą. Ale jestem, jestem, wiele spraw to tylko kwestia wiary w siebie, a tej mi ostatnio nie brakuje. Trochę boję się przyszłości, martwi mnie, że skoro teraz jest tak cudownie, to później... Szukanie dziury w całym? Może. W każdym razie boję się tylko trochę.
Pióro i biała kartka... Jak to mnie uspokaja. To tylko litery są niepokojące, tylko słowa. Ale trzeba pisać, tworzyć, żeby nie stoczyć się z tej wysokiej góry, na której jestem odkąd dowiedziałam się, że przeszłam olimpiadę i że opublikują moje opowiadanie. Opublikują moje opowiadanie! Coś wspaniałego. Jeszcze niech tylko mnie przyjmą do wolontariatu na festiwalu filmowym i powiem, że ten rok to właściwie bardzo dobry rok :-)

piątek, 11 kwietnia 2014

Spódniczka


Znowu jestem chora, to irytujące tak ciągle się przeziębiać. W głowie krystalizuje mi się pomysł na scenariusz, miejmy nadzieję, że nie będzie w nim zbyt silnej inspiracji Bergmanem...Ale naprawdę, ostatnio mam kręćka na jego punkcie. Persona- co za niezwykły film! A  Liv Ullmann- co za wspaniała aktorka! Byłam dzisiaj w nowym centrum handlowym i w jednym sklepie obsługiwała mnie ekspedientka bardzo do niej podobna, chyba nie muszę pisać jakie to na mnie wywarło wrażenie. Powiem tylko, że było to jak szczypta magii w zwykłym życiu, gdzieś pomiędzy nowo otwartymi sklepami. Ach, Liv...
Czuję, że mam gorączkę i jutro sobie poleżę. Co za szczęście, że nie czekałam z kinem do weekendu tylko poszłam wczoraj- sala prawie pusta, można sobie było pozwolić na położenie rzeczy na sąsiednim siedzeniu, półgłośne uwagi  i śmiech. Oczywiście zabrakło mi już czasu na szukanie spódnicy ( na maturę!), ale to w sumie lepiej, bo pojechałam dzisiaj do tego nowego centrum, gdzie znalazłam świetny sklep, a w nim IDEALNĄ spódnicę.
Robię prezentację maturalną ( ha, ha, ale nie dzisiaj), omówiłam 3 z 5 utworów, jeszcze 2 + wstęp i zakończenie. Już się zaczynam stresować przed ustną, no ale taka już jestem, przywykłam do swoich panicznych reakcji.
Chciałam obejrzeć Godzinę wilka, ale nie dam rady- jest już późno, a poza tym gorączka całkiem zwaliła mnie z nóg. Pomodlę się jeszcze tylko za jedną osobę i lulu pa. A jutro prezentacja, hiszpański, list do BF, matma, Bergman... O ile choroba całkiem mnie nie rozłoży, ale miejmy nadzieję, że nie.
Dobranoc.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Summer? Not yet, try again tomorrow.

Uf, nareszcie. Jestem na dobrej drodze do skończenia z mało przyjemnymi rzeczami i do zajęcia się czymś ciekawszym. Mam na myśli m. in. zgłębianie twórczości Bergmana, pisanie opowiadań, naukę języków... Tak, to lato musi być wyjątkowe, musi być nawet lepsze od poprzedniego ( a że tamto było cudowne trzeba się będzie wyjątkowo postarać :-) ) Poza tym to najdłuższe wakacje w życiu, więc szkoda by je było spędzić byle jak. Jak na razie mam plany na dwa tygodnie sierpnia. Zostaje caaaaaaała reszta wakacji, na którą mam milion pomysłów, które trzeba by w końcu zweryfikować z rzeczywistością i stanem portfela... Hm, właściwie to raczej mogę być pewna co do malin. Mam nadzieję, że nie będzie żadnej klęski żywiołowej i obrodzą ;-) Przy dobrym tempie jestem w stanie zarobić ok. 100 zł dziennie, a to już coś.
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień!!!