piątek, 9 maja 2014

Baby, don't you cry



Ach...Sama nie wiem skąd się to bierze. Nie mam powodów do takiego zdenerwowania, a mimo to... Wczoraj przeszłam samą siebie. Zasnęłam płacząc. Trochę ze zmęczenia, trochę z nerwów, trochę z melancholii, która pojawia się w najmniej spodziewanych momentach.
Matury pisemne już za mną (na szczęście!) Nie spodziewałam się, że będzie mnie to kosztowało aż tyle nerwów. Coś okropnego. Zdaje mi się, że słabo poszły mi podstawy z polskiego i matmy. Angielski bardzo dobrze. Podstawa banalna, a rozszerzenie nie takie znowu trudne. Może nie licząc tego zadania z łódkami :-)
Ustnej z polskiego boję się panicznie. Z angielskiego nie tak bardzo, bo w końcu zdawałam FCE i wcale nie było tak strasznie. No ale polski...Prezentacja, pytania... Strach niemal jak przed ustnym na olimpiadzie.
Zapisałam się na prawko, wczoraj były badania, wypełnianie wniosków i spotkanie organizacyjne. Kolejka kilometrowa do lekarza. Czekałam półtorej godziny. Ale za to wieczór w mieście Z.- przepiękny. Cudowna gra świateł. Taaak...przydałby się aparat. Zabłądziłam wśród plątaniny uliczek na starym mieście, ale w końcu szczęśliwie się odnalazłam i trafiłam na przystanek.
Nie, może jednak nie będę dziś płakać.
Po dziewiętnastym będzie lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz