czwartek, 27 marca 2014
People are strange
Mama radziła mi żebym była miła dla ludzi, rozmowna, życzliwa i przede wszystkim- uśmiechnięta. I zastosowałam się do tej rady. I jakoś łatwiej mi się teraz porozumiewać z ludźmi, potrafię rozmawiać, potrafię zacząć rozmowę, potrafię ją podtrzymać. Ten uśmiech... Tak, on naprawdę dużo daje. To taki jakby klucz dostępu, furtka do nas. Uśmiechając się sugerujemy, że jest nam dobrze ( a do szczęśliwych podświadomie inni chcą się zbliżyć), że chcemy porozmawiać, że wreszcie żywimy do drugiej osoby jakieś ciepłe uczucia. Praktykuję uśmiechanie się od września i muszę przyznać, że to naprawdę działa. Nagle zaczęłam mieć jakoś dużo przyjaciół- poznałam całkiem nowych ludzi i zacieśniłam więzi ze starymi znajomymi. Tylko że... No tak, zawsze musi być jakaś wątpliwość. Chciałam być otwarta, serdeczna, chciałam być taką przyjaciółką wszystkich, może nawet hipiską, co jednak nie do końca wyszło, bo czy można zaprzyjaźnić się ze wszystkimi? Kiedy jest się miłym dla wszystkich ma się wokół siebie dużo ludzi, ale niekoniecznie tych, których by się chciało mieć. Czasem życzliwość i najlepsze chęci nie wystarczą, żeby kogoś do siebie przekonać, tak, tak, choć nie wolno się poddawać, niektórzy są po prostu nieufni i trzeba czasu, aby nam uwierzyli.
Sama zagoniłam się w ślepy zaułek. Tak bardzo chciałam żeby jedna osoba zechciała zwrócić na mnie uwagę i naprawdę nie mówię teraz o żadnym chłopaku, tylko o mojej koleżance z klasy ;-) i w końcu, po wielu próbach, po wielu rozmowach, wielu że tak powiem wyznaniach i okazywaniu życzliwości w każdy możliwy sposób, wreszcie mogę mówić o niej jako o mojej przyjaciółce. Tylko co z tego? Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że mój upór w zdobyciu tej przyjaźni mógł być niedorzeczny. Ubzdurałam sobie, że dzięki niej moje życie nabierze sensu itd, itp, a nie stało się nic podobnego... Moja przyjaciółka jest pod pewnymi względami podobna do mnie, co mnie zaczyna niesamowicie irytować, w ogóle czasem wydaje mi się, że zna moje myśli i wykorzystuje je przeciwko mnie. Zdaje się być sumieniem wyciągającym na wierzch najgorsze brudy, moje najgorsze myśli o sobie samej. Jestem nadwrażliwa, tak, oczywiście, że jestem, ale TO jest nie do zniesienia. Z drugiej strony to, co daje mi ta przyjaźń jest tak niesamowite, tak odmienne od wszystkich innych relacji, że nie potrafiłabym się tego pozbawić za żadne skarby. Uczucia jakich przy niej doświadczam są nie do zastąpienia.
Wszystko dzięki uśmiechowi.
Ale tak właściwie to chyba za dużo ostatnio gadam. Nie mając w gruncie rzeczy nic nadzwyczajnego do powiedzenia.
Cholera, przecież ona potrafi być miła! Jak chce to potrafi, z tym że jest chyba nieco niestabilna emocjonalnie. Jak ja.
poniedziałek, 17 marca 2014
The Ground Beneath Her Feet
Mogę sobie pogratulować, cały dzień solidnie się uczyłam. Byłam też na spacerze, dużo myślałam. Pogoda zaskakuje, jak zwykle ostatnio, tym razem porywistym wiatrem. Ale właściwie nie było zbyt zimno, szłam przez park z odkrytą głową i czułam się cudownie.
Zastanawiałam się nad swoją przyszłością, nad tym czego tak naprawdę chcę. Dlaczego właściwie jestem nieszczęśliwa? Nie, teraz już nie pomaga czytanie ''Fabula rasa'', z jej tezą- że każde pragnienie to pragnienie śmierci, że trzeba się wyzwolić itd. Póki się tu jest trzeba coś z tym fantem zrobić, chociaż z drugiej strony jak się chce zbyt wiele to w końcu nic się nie ma. A jak się już jednak coś ma, to się chce jeszcze więcej... No tak, Stachura miał sporo racji. Co z tego jednak? Drogi, którymi szedł i tak wyprowadziły go na manowce, i nie były to Cudne Manowce, a Biała Lokomotywa okazała się być Żelazną Lokomotywą, a sznur, no cóż, był sznurem. A obłęd obłędem.
Tak się zastanawiam... Że przecież jednak nie można tak wsiąknąć w jedno miejsce i czekać, od czasu do czasu każdemu przydałoby się spakować w plecak kilka najpotrzebniejszych rzeczy i ruszyć przed siebie, zostawić wszystko i pójść. Po co? Żeby stanąć z sobą twarzą w twarz, stopa w stopę, dłoń w dłoń, stanąć ze swoją samotnością i niemocą i wtedy odpowiedzieć sobie na wieczne, niegasnące pytanie- Kim jestem?
Czuję się taka... (jakkolwiek to zabrzmi) zanieczyszczona. Tym wszystkim, życiem. Nic mi się nie chce, nie chce mi się rozmawiać, uczyć, chce mi się spać. Tak, powinnam spakować plecak, wziąć organki i wyruszyć na Południe. I wymyślić piosenkę, która składałaby się ,,w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, a resztę stanowiłby niewypowiedziany zachwyt nad samotnością"( ,,Muminki" oczywiście)
Tymczasem słucham U2( tytuł piosenki jak w tytule posta).
Jutro do Warszawy.
sobota, 15 marca 2014
When I'm home
To taki paradoks, robię wszystko,żeby jak najrzadziej tu przyjeżdżać, a kiedy już przyjeżdżam rozpływam się z zachwytu. Bo zakwitły już stokrotki. Bo lśniła woda na jeziorze. Bo szumiała rzeka. No tak, wszystko pięknie, tylko gdybym miała zostać tu na zawsze chyba by mnie szlag jasny trafił.
Miałam się uczyć wczoraj w nocy, ale zmorzył mnie sen i nie wyszło. Zasypiając myślałam- wstanę o szóstej i się pouczę... Obudziłam się o dziewiątej. Padał deszcz. Ciągle pada. Ale taki już wiosenny, po którym wszystko będzie rosło.
Jestem w domu z młodszą siostrą, która właśnie zasnęła (hura!). Rodzice pojechali do miasta. Jak wrócą spotkam się z koleżankami i będzie fajnie, na pewno będzie fajnie, chociaż teraz zupełnie mi się nie chce i najchętniej cały dzień spędziłabym pod kocem, czytając.
Nie mam sił do tej wiosny.
czwartek, 13 marca 2014
Wiosną, kiedy się już zieleni trawa...
Piękny ranek. Siedzę przy otwartym oknie.
Niedługo maj i matury... To co? Nie wiem czemu, ale bardziej denerwowałam się tym wszystkim na początku roku niż teraz. Teraz jestem wręcz nieodpowiedzialnie beztroska. Powinnam się jakoś zmotywować do nauki, wiem, wiem. No to dobra, rezygnuję z fejsa, rezygnuję ze słuchania muzyki przy nauce, rezygnuję z...nie, z malowania paznokci nie zrezygnuję ;-)
Chcę żeby to się już skończyło. Chcę końca matur, chcę iść do pracy i robić prawo jazdy. I chcę się zająć nareszcie pisaniem. I doczytać w końcu opowiadania Cortazara... Ach, rozmarzyłam się.
Jak na razie miłą perspektywą jest wyjazd do Warszawy. Szansa na nowe znajomości etc. Nie jestem dobra w zawieraniu nowych znajomości, szczególnie w tłumie, ale trzeba się jakoś przełamywać. Zawsze kiedy się kogoś lepiej pozna znajdzie się w nim jakieś dobre cechy. I o tym staram się pamiętać, podając komuś rękę po raz pierwszy.
W ogóle to trzeba mieć takie ,,świeże" podejście do ludzi. Nie oceniać po pierwszym wrażeniu, ani na plus ani na minus, po prostu starać się kogoś możliwie najlepiej poznać. Żeby nie żałować później, że się tyle czasu zmarnowało, nie zauważając prawdziwego przyjaciela, tylko marząc o kimś, kogo nie znamy, a tylko wyobrażamy sobie i kochamy nasze wyobrażenie o nim, czyli po prostu kochamy siebie.
A teraz do nauki.
Lublin,ante diem tertium Idus Martias
Niedługo maj i matury... To co? Nie wiem czemu, ale bardziej denerwowałam się tym wszystkim na początku roku niż teraz. Teraz jestem wręcz nieodpowiedzialnie beztroska. Powinnam się jakoś zmotywować do nauki, wiem, wiem. No to dobra, rezygnuję z fejsa, rezygnuję ze słuchania muzyki przy nauce, rezygnuję z...nie, z malowania paznokci nie zrezygnuję ;-)
Chcę żeby to się już skończyło. Chcę końca matur, chcę iść do pracy i robić prawo jazdy. I chcę się zająć nareszcie pisaniem. I doczytać w końcu opowiadania Cortazara... Ach, rozmarzyłam się.
Jak na razie miłą perspektywą jest wyjazd do Warszawy. Szansa na nowe znajomości etc. Nie jestem dobra w zawieraniu nowych znajomości, szczególnie w tłumie, ale trzeba się jakoś przełamywać. Zawsze kiedy się kogoś lepiej pozna znajdzie się w nim jakieś dobre cechy. I o tym staram się pamiętać, podając komuś rękę po raz pierwszy.
W ogóle to trzeba mieć takie ,,świeże" podejście do ludzi. Nie oceniać po pierwszym wrażeniu, ani na plus ani na minus, po prostu starać się kogoś możliwie najlepiej poznać. Żeby nie żałować później, że się tyle czasu zmarnowało, nie zauważając prawdziwego przyjaciela, tylko marząc o kimś, kogo nie znamy, a tylko wyobrażamy sobie i kochamy nasze wyobrażenie o nim, czyli po prostu kochamy siebie.
A teraz do nauki.
Lublin,ante diem tertium Idus Martias
Subskrybuj:
Posty (Atom)