Piękny ranek. Siedzę przy otwartym oknie.
Niedługo maj i matury... To co? Nie wiem czemu, ale bardziej denerwowałam się tym wszystkim na początku roku niż teraz. Teraz jestem wręcz nieodpowiedzialnie beztroska. Powinnam się jakoś zmotywować do nauki, wiem, wiem. No to dobra, rezygnuję z fejsa, rezygnuję ze słuchania muzyki przy nauce, rezygnuję z...nie, z malowania paznokci nie zrezygnuję ;-)
Chcę żeby to się już skończyło. Chcę końca matur, chcę iść do pracy i robić prawo jazdy. I chcę się zająć nareszcie pisaniem. I doczytać w końcu opowiadania Cortazara... Ach, rozmarzyłam się.
Jak na razie miłą perspektywą jest wyjazd do Warszawy. Szansa na nowe znajomości etc. Nie jestem dobra w zawieraniu nowych znajomości, szczególnie w tłumie, ale trzeba się jakoś przełamywać. Zawsze kiedy się kogoś lepiej pozna znajdzie się w nim jakieś dobre cechy. I o tym staram się pamiętać, podając komuś rękę po raz pierwszy.
W ogóle to trzeba mieć takie ,,świeże" podejście do ludzi. Nie oceniać po pierwszym wrażeniu, ani na plus ani na minus, po prostu starać się kogoś możliwie najlepiej poznać. Żeby nie żałować później, że się tyle czasu zmarnowało, nie zauważając prawdziwego przyjaciela, tylko marząc o kimś, kogo nie znamy, a tylko wyobrażamy sobie i kochamy nasze wyobrażenie o nim, czyli po prostu kochamy siebie.
A teraz do nauki.
Lublin,ante diem tertium Idus Martias
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz