środa, 23 kwietnia 2014

Pióro, kartka


Mało czasu do matury, ale kto by się tam przejmował... No ja z pewnością nie. Wcześniej do głowy by mi nie przyszło, że można być tak idealnie spokojną na dwa tygodnie przed maturą. Ale jestem, jestem, wiele spraw to tylko kwestia wiary w siebie, a tej mi ostatnio nie brakuje. Trochę boję się przyszłości, martwi mnie, że skoro teraz jest tak cudownie, to później... Szukanie dziury w całym? Może. W każdym razie boję się tylko trochę.
Pióro i biała kartka... Jak to mnie uspokaja. To tylko litery są niepokojące, tylko słowa. Ale trzeba pisać, tworzyć, żeby nie stoczyć się z tej wysokiej góry, na której jestem odkąd dowiedziałam się, że przeszłam olimpiadę i że opublikują moje opowiadanie. Opublikują moje opowiadanie! Coś wspaniałego. Jeszcze niech tylko mnie przyjmą do wolontariatu na festiwalu filmowym i powiem, że ten rok to właściwie bardzo dobry rok :-)

piątek, 11 kwietnia 2014

Spódniczka


Znowu jestem chora, to irytujące tak ciągle się przeziębiać. W głowie krystalizuje mi się pomysł na scenariusz, miejmy nadzieję, że nie będzie w nim zbyt silnej inspiracji Bergmanem...Ale naprawdę, ostatnio mam kręćka na jego punkcie. Persona- co za niezwykły film! A  Liv Ullmann- co za wspaniała aktorka! Byłam dzisiaj w nowym centrum handlowym i w jednym sklepie obsługiwała mnie ekspedientka bardzo do niej podobna, chyba nie muszę pisać jakie to na mnie wywarło wrażenie. Powiem tylko, że było to jak szczypta magii w zwykłym życiu, gdzieś pomiędzy nowo otwartymi sklepami. Ach, Liv...
Czuję, że mam gorączkę i jutro sobie poleżę. Co za szczęście, że nie czekałam z kinem do weekendu tylko poszłam wczoraj- sala prawie pusta, można sobie było pozwolić na położenie rzeczy na sąsiednim siedzeniu, półgłośne uwagi  i śmiech. Oczywiście zabrakło mi już czasu na szukanie spódnicy ( na maturę!), ale to w sumie lepiej, bo pojechałam dzisiaj do tego nowego centrum, gdzie znalazłam świetny sklep, a w nim IDEALNĄ spódnicę.
Robię prezentację maturalną ( ha, ha, ale nie dzisiaj), omówiłam 3 z 5 utworów, jeszcze 2 + wstęp i zakończenie. Już się zaczynam stresować przed ustną, no ale taka już jestem, przywykłam do swoich panicznych reakcji.
Chciałam obejrzeć Godzinę wilka, ale nie dam rady- jest już późno, a poza tym gorączka całkiem zwaliła mnie z nóg. Pomodlę się jeszcze tylko za jedną osobę i lulu pa. A jutro prezentacja, hiszpański, list do BF, matma, Bergman... O ile choroba całkiem mnie nie rozłoży, ale miejmy nadzieję, że nie.
Dobranoc.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Summer? Not yet, try again tomorrow.

Uf, nareszcie. Jestem na dobrej drodze do skończenia z mało przyjemnymi rzeczami i do zajęcia się czymś ciekawszym. Mam na myśli m. in. zgłębianie twórczości Bergmana, pisanie opowiadań, naukę języków... Tak, to lato musi być wyjątkowe, musi być nawet lepsze od poprzedniego ( a że tamto było cudowne trzeba się będzie wyjątkowo postarać :-) ) Poza tym to najdłuższe wakacje w życiu, więc szkoda by je było spędzić byle jak. Jak na razie mam plany na dwa tygodnie sierpnia. Zostaje caaaaaaała reszta wakacji, na którą mam milion pomysłów, które trzeba by w końcu zweryfikować z rzeczywistością i stanem portfela... Hm, właściwie to raczej mogę być pewna co do malin. Mam nadzieję, że nie będzie żadnej klęski żywiołowej i obrodzą ;-) Przy dobrym tempie jestem w stanie zarobić ok. 100 zł dziennie, a to już coś.
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień.
Jutro nowy dzień!!!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Get inspired


Tak, tak, tak, jestem tym jednym słowem, które zgadza się na to, co niesie los, które ten los kocha, kocha, kocha! Wystarczy otworzyć oczy żeby zobaczyć! Żeby się tak fantastycznie zainspirować! Całą noc spędziłam na pisaniu i wcale nie jestem zmęczona (w jakimś stopniu to zasługa kawy- w jeszcze większym pozytywnego nastawienia). Teraz zajmę się lekcjami, cały nadchodzący tydzień przeznaczę na robienie prezentacji na ustną z polskiego i na arkusze z matmy.
W weekend najprawdopodobniej pójdę do kina.
Po spowiedzi czuję się jak nowo narodzona. Jest po co żyć, jest kogo kochać.

środa, 2 kwietnia 2014

Hmmm...

Nie chce mi się robić tego, co muszę robić, więc robię wszystko, żeby tego nie robić, ale jednocześnie nie robię też tego, co chciałabym robić, bo przecież jestem taaaaka zajęta... No właśnie. Absurdalne. Trzeba by chyba zrobić co do mnie należy, a później zająć się czymś przyjemnym. Hiszpańskim. Filozofią. Pisaniem. Mam ostatnio tyle pomysłów na opowiadania, ale nie realizuję ich przez to cholerne maturalne widmo nad moją głową. I chociaż na dobrą sprawę nic od niej nie zależy (tam gdzie idę na studia mam już zapewniony max punktów) i muszę ją tylko po prostu zdać, to jednak okropnie się stresuję i boję... Bez sensu. Jakoś mi ostatnio obrzydła szkoła. Nie mogę tam wysiedzieć. Czuję się fatalnie, fatalnie. A przecież jest przecudowna wiosna, można chodzić w sukienkach, czytać Cortazara w parku...